niedziela, 25 czerwca 2017

Po deszczu.

No to sprawdźmy, czy  obraz znaczy więcej niż tysiąc słów:o)


No i tak, zanim zdążyłam wyjąć aparat już namalowałam ten obrazek, więc faz powstania po prostu nie ma.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Patrząc w przyszłość...

Omińmy może temat, że jak Kaczka to Katastrofa i skupmy się na kolorach, dobrze?.














Każdy kto znajdzie co najmniej 5 detali jakimi różnią się dwa ostatnie obrazki, może śmiało przywiesić sobie ów elektroniczny order na dowolnej piersi.
                                                                    wytęż wzrok!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Przyprócha

Jaka pogoda u Was? Bo u Kuleczków prószy na całego!

"I słowiki się zmienią we wrony –
i dokoła rozsrebrzą się szrony –
róże wdzieją trykoty ze słomy –
jednym słowem zimowy znów świat* ."







O i teraz następuje wprowadzenie elementu baśniowego, za pomocą tzw. "suchego pędzla".




Wiem, wiem, że też mi się chce...


Idę, bo jesień sama się nie namaluje przecież.

Specjalnie dla kochanego D. w Buraczkach kombinezon.
Pypeć też ma niekiepski! Niebieski, chciałam napisać.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Pypcianna Wasiuczyńska

Może to mnie właśnie smuci,
Że ten sam maj już nie wróci,
Że z szelestem zdartych dat
Upłynął życia szmat.

O Wielki Jeremi! Wyposażyłeś mnie w zbiór westchnień na każdą niemal okoliczność.
Również taką, że nie wiedzieć kiedy, JAK?! uleciał z dmuchawcami maj.



























 No to trzymajcie się!- choćby dmuchawcowego/wierzbowego/topolowego puchu

Wasza - Pypcianna Wasiuczyńska



czwartek, 1 czerwca 2017

Wyższa matematyka!



ha! Dzisiaj DZIEŃ DZIECKA- macham Wam ogonem...



i zapraszam wszystkie dzieci bez względu na wiek do zaimprowizowanego sklepiku z Kuleczkami

No i jak matematyka, to matematyka- możecie na mnie liczyć w tym względzie.
Każdy, kto dziś ( 1.06.2017) w komentarzu zostawi hasło z okazji Dnia Dziecka weźmie udział w losowaniu tej oto maciupkiej (5 x 5 cm) Kaczki Katastrofy.




Maszyna Losująca wróciła,  Maszyna Losująca westchnęła, popiła wody mocno gazowanej, zamknęła oczy i sięgnęła po los z napisem Alcydło Kr
Jak mawia moja koleżanka Ania, sięgając po drugą porcję omyłkowo nałożonej szarlotki- LOS TAK CHCIAŁ!


piątek, 26 maja 2017

Posadzić Myszę Wiszę.


Znów kwitnie ten proceder!



 Oo- tu na górze widać że jeszcze mokre, świeżo spod pędzla.





Oraz-  z okazji Dnia Matki , Dnia Dziecka, a jak ktoś chce to nawet  z okazji Dnia Górnika można sobie, albo komuś zrobić prezent. Wystawiłam na sprzedaż małe kuleczkowe oryginały.
Rzecz się dzieje na fejsiku.

poniedziałek, 22 maja 2017

Co ja widzę?!




Co robi człowiek mieszkający na wsi,   który raz na 500lat jedzie do Stolicy, od tygodni ciesząc się klęską kulturalnego urodzaju? Człowiek ten otrzepawszy się z kurzu i pajęczyn, wyjmuje z szafy imieninową sukienkę, oskrobuje ( przynajmniej w widocznych częściach organizmu) mech , kręci loki, zabiera piórnik, majty na zmianę  a w głowie wiruje mu niczym w starej pralce Frani jeden wielki rozkoszny DYLEMAT. Czy na ów cały wolny od zadań bojowych piątek jechać do Wilanowa zobaczyć wielką a piękną wystawę plakatów Mieczysława Wasilewskiego, wpaść na Hożą, gdzie pokazuje swoje obrazy arcyklawy malarz i grafik z Krakowa Jacek Sroka, czy może jak zwykle pójść do Zachęty, albo o- O! 0! do Muzeum Etnograficznego, gdzie trwa akurat bliska sercu wystawa?

Człowiek ów duma, duma, lewa półkula jego z przeproszeniem MÓZGU dyskutuje żarliwie z prawą, neurony jak liany plączą  się w makramy, i człowiek w końcu idzie do Ogrodu Saskiego i przez parę godzin zahipnotyzowany, przeszczęśliwy gapi się w zieleń.










ilustracja z książki Agnieszki Frączek "Za płotem z ostów" którą właśnie wydał Debit


W sobotę, na Targach Książki, od przemiłej warszawianki Agnieszki Frączek

dowiedziałam się, że wszystkie wiersze z nowej książki powstały w jej wiejskim, letnim ogrodzie. Jak najdosłowniej- za płotem z ostów. Tak, więc wiecie- aplikujemy Wam po prostu okład z zielonego na oczy.
A! gwoli wyjaśnienia- to nie jest format naszej książki, tylko atrapa, reklama, którą chytrze wyrwałyśmy na potrzeby pamiątkowego zdjęcia jakiemuś dzielnemu, bardzo spoconemu człowiekowi przebranemu za Żółwia Franklina...


Prawdziwa książka ma czterdzieści kilka stron, format +/-25x20 i wyszła kurdebele w druku bardzo po mojej myśli. Jestem szczęśliwą, dumną matką, serotonina, z endorfiną biorą mię pod boczki , a dopamina łaskocze czule me płaty czołowe. Pięknie jest.